Lepienie klubowego bałwana (25)
Niezły grajek z niego był
Co piątkowy felieton redakcyjny
Andrzej Gronek
W czasie niedawnego sparingu z Warszawiakiem dosiadł się do mnie mój były piłkarz, wychowanek mojego poprzedniego klubu i ówczesny faworyt do sukcesji. Teraz obiecujący redaktor i rywal z tamtej strony Kanału Bródnowskiego. Czyniący duże postępy w tej sztuce zabawy w misternym doborze słów. Pół meczu przegadaliśmy. Mile mi pochlebił stwierdzeniem, że lubi moje felietony. Bynajmniej ich nie lajkuje. Co to, to nie! Ale dobrze wiedzieć, że COŚ w nich jest!
Poniższy tekst dedykuję również jemu, ku zaspokojeniu chciejstwa na kolejny mój felieton…
W sytuacji totalnej bryndzy kadrowej nawet nie przypuszczałem jak łatwo wpaść z deszczu pod rynnę. Jeszcze wczoraj przed południem, w rozmowie z głównym skautem klubu zachwalałem umiejętności jednego z podstawowych piłkarzy ze składu naszej drużyny, po to, by za pół godziny odebrać telefon od tego boiskowego – przeze mnie niemal wynoszonego pod niebiosa – herosa z prośbą o zgodę na jego transfer do innego klubu.
I niby wszystko się zgadza. Argumenty są trafione i celne. Nie sposób odmówić komuś, kto w całym okresie swojej gry w Pensylwanii był przykładem ambicji i zaangażowania. Klub będący celem transferu jest zdecydowanym liderem w swojej grupie i murowanym kandydatem do awansu do klasy A. Do tego dochodzą jeszcze dwaj grający tam bracia i tu się wszystko zgadza
Tylko jednego nie mogę zrozumieć. Dlaczego dopiero teraz? Przecież wcześniej też były podobne realia… i można było nie tworzyć sytuacji, pewnego rozczarowania tak jednak palącą i mimo wszystko nieuzasadnioną opuszczenia drużyny w połowie rozgrywek. Czyżby w grę wchodziły inne czynniki? Myślę, że tak nagłe przejście z klubu outsidera do klubu lidera w połowie drogi do sukcesu ma swoją genezę, której w tym miejscu nie będę dociekał.
Teraz wszystko sprowadza się do szczegółów. Proza transferu w połowie drogi bez tak nagłej potrzeby jego dokonywania już i teraz musi mieć swoją cenę. Dla obu stron. Bo kto zmienia konie w połowie przeprawy brodem rzeki wie, że może natrafić na głębie w jej nurcie. Czego nikomu nie życzę…
Pozdrawiam także nielajkujących. Miłego Piątku!

9
